Pewnego dnia, kiedy wszystko wydawało się we mnie nienaturalne, fałszywe i nie moje, kiedy miałem wrażenie, że jak nie podejmę decyzji o jakiejkolwiek zmianie, to roztrzaskam się na kawałki, postanowiłem, że zrobię coś po mojemu. Teraz okazuje się, że to był pierwszy krok powrotu do siebie, ku połączeniu z moją wewnętrzną szczerością, przypomnieniu sobie siebie, przejawieniu się w autentyczności, połączeniu z chłopcem, który cieszył się każdym łykiem gazowanej wody z syfonu i czasem spędzonym z kolegami na bieganiu za piłką.

Mama i tata

Jest ciemno i bezpiecznie, błogo i spokojnie. Nagle przestrzeń przede mną się zakrzywia, tworząc lej, który zaczyna mnie zasysać. Drobinki kosmicznych molekuł nabierają tempa i wciągają mnie w tunel. Podążam w nieznane. Jakbym znajdował się w ssącej rurze odkurzacza. Kiedy dostrzegam, że prędkość mojego jestestwa w kosmicznej przestrzeni jest ponad granicami mojego strachu, w przerażeniu otwieram oczy. Widzę unoszące się nade mną białe pióra…

Już wszystko dobrze. Już w porządku. Czuję jak wraca do mnie spokój. Mama tuli mnie w swych ramionach. W bliskości cielesnej, dostaję przeogromne dawki miłości, ciepła, otulenia, zaopiekowania, czułości.
-Hawaj uroczy, Hawaj szczęśliwy, Hawaju powiedz mi, że kocham Cię! – tata niskim głosem wyśpiewuje piosenkę, która kołysze mnie do snu, która przenika każdą komórkę mojego ciała i zapisuje się w nim jako hołd wdzięczności za pojawienie się Nowego Życia na ziemi. Opiekuńczy dotyk mamy, połączony z dźwiękiem ciepłego głosu taty, to największy prezent od życia, jaki mogłem otrzymać. To kod rodziców, który stanie się moim życiowym darem.

Ku przygodzie – podążanie na zewnątrz

– Piotruś. Piotruś!
– Nie jestem Piotruś, tylko Piotr.
– Przekląłeś. Odkąd Cię znam nigdy tego nie robiłeś. Co się z Tobą dzieje?
– Ja też umiem przeklinać.

Od tej pory stałem się pełnoprawnym członkiem klubu odrzucenia , buntu, wku…u, złośliwości, drwin, oceniania, wykpiwania, krętactwa, zaczepiania, podszczypywania, popychania, pijaństwa, walki, zastraszania, stawania za czymś i przeciwko czemuś, bohaterskiego wlewania w siebie trucizn. Im więcej i intensywniej, tym lepiej, tym efektowniej. Mogłem się poczuć jak Król rock and rolla w spodniach Depeche Mode, odpoczywający przy rozpaczliwym ryku The Cure. Gitara, zespół rockowy, śpiew, wielkie marzenia, garaż, działka, koledzy, odrzucenie wszystkiego co modne i poczucie odrzucenia przez większość, chęć zwrócenia na siebie uwagi innością. Potrzebowałem ekspresji, karmiłem się tym, a za sprawą magicznego eliksiru bogów mogłem mieć wszystko, czego na ten moment potrzebowałem, oprócz dziewczyny.

Gra w pracę

– Praca. musisz mieć pracę, żeby żyć, żeby być niezależnym.
– Hmm…

Przyjąłem, że tak właśnie ma być, że inaczej nie dam rady. Skąd wezmę pieniądze? Nie mogę całe życie brać od mamy, która z miłością daje i z troską obserwuje moje trudności w pogodzeniu się z systemem służenia komuś, bez względu na warunki jakie mi oferuje. Dlaczego to właśnie mi tak szczególnie trundo zaakceptować taki sposób na życie, gdy większość moich kolegów nie miała z tym problemu?…

 Wchodzę i udaję. Z dnia na dzień staję się coraz lepszy w odgrywaniu roli. W zamian za poświęcenie dostaję telefon, potem komputer, a za jakiś czas samochód. Pieniądze i poczucie bezpieczeństwa. Gram i z roku na rok oddalam się od siebie. Porzucam się za średnią jak na tamte czasy pensję, za kolejne małe przywileje, za kolejne płyty na półce, lepszy sprzet grający, modne ciuchy z galerii. Czuję się lepszy. Dbam o swoją zewnętrzność. Dziewczyny się za mną oglądają. Mogę zaspokajać potrzeby materialne i kupować rzeczy, które wcześniej nie były dla mnie osiągalne. Umawiam się na randki. Kobiet jest wiele, jednak z żadną z nich nie mogę zbudować dłuższej relacji.
Zaczynam słuchać podszeptów, które budzą mój uśpiony brak wartości. – Może jest ze mną coś nie tak? Jestem nieodpowiedni i niewłaściwy. Miękki, słaby, wrażliwy furiat. Nikt mnie nie chce. Jestem sam.

 Wchodzę w związek, w którym walczę o swoje i jednocześnie uczę się przyjmować na klatę. Oby jak najdłużej. Może tak trzeba? Mierzę czas trwania: 2 i pół roku. Sukces i porażka porzucenia bez słów. Znów jestem beznadziejny… coraz bardziej zagubiony, coraz bardziej porzucony, coraz bardziej chwiejny i przestraszony. Odkrywam, że zjadam siebie, że coś wewnątrz mówi mi:
– Dość! Piotr! Gdzie jesteś?!
– Nie wiem…

masaz-tantryczny-kahi-piotr-blue

Przebudzenie przez dotyk – podróż do wewnątrz

Przestrzeń wokół mnie zakrzywia się. Jestem w ciemnym tunelu, który zaczyna mnie zasysać. Miliony fotonów zabierają mnie w podróż w nieznane. Moje ciało wpada w otchłań i przyspiesza napędzane kosmiczną siłą. – Alarm! Alarm! Co się ze mną dzieje?! Serce przyspiesza. – Jak to zatrzymać? Za co się złapać? Przez przymrużone powieki widzę unoszące się nade mną białe pawie pióra. Czuję dotyk ciepłych dłoni, poruszających się po moim ciele. Zapach kadzidła, rytm bębnów, opiekuńcza energia rodziny i duchy przodków wspierają mnie w procesie narodzin.
– Od teraz wszystko już będzie zupełnie inne.

Jak dziecko uradowane nową zabawką, odkryłem coś, co od dawna było na wyciągnięcie ręki, jednak dość długo pozostawało niezauważone. Potrzebowałem umrzeć nie kończąc życia, żeby dostrzec potencjały, które dostałem od moich rodziców, dary których nie zastąpi żadna szkoła. Zacząłem od nauki masażu, najpierw od pracy na poziomie fizycznym, od szlifowania manualnych technik rozluźniania ciała. Kiedy poczułem się w tym zakresie wystarczająco wartościowy i skuteczny, moja intuicja szeptała:
– Tam jest coś jeszcze do odkrycia

Masaż Lomi Lomi Nui stał się pomostem do czegoś znacznie głębszego, a praca z masażem tantrycznym (czy jak kto woli, neotantrycznym) otwierała kolejne drzwi do pracy z ciałem na poziomie emocjonalnym, energetycznym i psychosomatycznym, pracy na znacznie szerszych pokładach człowieczeństwa, dzięki czemu możliwa jest zmiana, transformacja, czyli Przebudzenie przez Dotyk. Smiało mogę nazwać ten proces przejawieniem się szczerości, autentyczności i  połączenia z tym, co “chcę”, a nie “muszę”. Służeniu sobie, zamiast służenia innym.

Wielu z nas nie do końca zdaje sobie sprawę z uzdrawiającej mocy uważnego, czułego i pełnego szacunku dotyku. Z tego, że bliskość, czy zwykłe wtulenie się w drugiego człowieka może zmienić częstotliwość naszego pola elektromagnetycznego. Samowyzwalające się w takiej sytuacji wyższe wibracje energetyczne w ciele rozpoczynają proces zmian. Ciało przestawia się i wytwarza substancje, które rozpoczynają przebudowę naszej struktury na poziomie fizycznym, emocjonalnym i energetycznym. Otwiera to nas do przyjęcia znacznie wyższych jakości i toruje drogę do innych, zapomnianych wymiarów siebie i otaczającej nas rzeczywistości.

Budzimy się.