Jest piękny, kwietniowy poranek. Słońce rozświetla budzącą się do życia przyrodę. Moje ciało dziękuję mi za pierwszą szklankę wody, sesję oddechową, za mus jabłkowo-bananowy. Woda przyjemnie rozpływa się w żołądku. Wychodzę z domu. Puste podwórko. Patrzę w stronę lasu. Mężczyzna prowadzi psa na smyczy. Ten mężczyzna ma na twarzy maskę. Ale po co mu ta maska? Wokół niego ani żywej duszy. 

Wsiadam do samochodu. Jadę. Co chwila zza bloków wyłaniają się pojedyncze osoby. Każdy z nich ma maskę. Czekam na wyjazd z podporządkowanej drogi. Na rogu ulicy stoi zaparkowane auto. Siedzi w nim mężczyzna. On też ma założoną maskę. Patrzę na niego z niedowierzaniem. Ale po co mu maska w samochodzie? Zerka na mnie badawczym spojrzeniem. Mija kilka sekund i zdecydowanym ruchem zrywa z twarzy ciasną maskę. Jego twarz wypełnia ulga.

Pierwszy oddech

Jeden z naszych pierwszych odruchów tuż po narodzinach to wdech. Podstawą naszej egzystencji, bez czego nie bylibyśmy w stanie przeżyć nawet do kilku minut jest tlen. 

Czekam na poczekalni przy salach porodowych. Odliczam minuty. Długo już trwa zaplanowane wcześniej cesarskie cięcie. Mija minuta za minutą. Chodzę po sali. Nie jestem w stanie siedzieć. Nagle przez korytarz pospiesznym krokiem idzie lekarz z pielęgniarką pchającą wózek dla noworodków. Coś jest nie tak. Dziecko jest zupełnie okryte. A oni gnają ile sił w nogach.
– Czy oni wyszli z sali porodowej? Czy oni prowadzili wózek z dzieckiem? Czy to moje dziecko? 
– Tak. Pojechali na oddział intensywnej terapii.
– Co się dzieje?! Moja żona leży gdzieś na sali. Biegnę ile sił w nogach tam gdzie zawieźli córkę. Pytam co się dzieje?
– Pana córka urodziła się w bezdechu. Udało nam się przywrócić jej oddychanie. Teraz stabilizujemy ją w inkubatorze. Proszę położyć swoją dłoń na jej brzuszku i ją przywitać na tym świecie.

Wdech. Wydech.

Wdech… Z każdym wdechem poprzez nos bądź usta, przez gardło, krtań, tchawicę i oskrzela tlen wędruje do płuc. Płuca dostarczają tlenu krwi, a krew dostarcza go naszym komórkom, aby je odżywić, zaopatrzyć nasze ciało w energię niezbędną do życia. 
Wydech… Nasze ciało wydala nadmiar dwutlenku węgla i oddaje na zewnątrz, to co jest mu już niepotrzebne. Wraz z wydechem pozbywamy się wody w postaci pary wodnej, z którą naturalnie wydalamy z organizmu toksyny, min. różnego rodzaju bakterie i wirusy. Wraz z wydechem oczyszczamy swoje ciało.

Gra w piłkę

Gramy w piłkę koło bloku. Widać jak dzieci są spragnione świeżego powietrza i ruchu. Na podwórku nie ma nikogo oprócz nas i pojedynczych osób wychodzących na spacer z psami. Naturalna potrzeba ruchu sprawia, że dostają tzw. głupawki. Po jakimś czasie dołączają do nas sąsiedzi z dwójką dzieci. Widać jak dzieci potrzebują kontaktu ze sobą, jednak wiedzą, że mają zachować tzw. bezpieczną odległość. Na balkonach siedzą starsi ludzie i obserwują nasze wygłupy, naszą radość, która pojawia się wraz z tęsknotą za ruchem i świeżym powietrzem.
– Tatuś, w tej masce ciężko mi się oddycha!…
Gramy dalej,  zachowując bezpieczną odległość. Z coraz większą uważnością przypatruję się zamkniętym oknom w domach. Między blokami przejeżdża Straż Miejska. Wracamy do domu.
-Tatuś ja nie lubię tego wirusa.

Wdeeech… Wyyydech… Wdeeech.

Z każdym wdechem w masce zmuszamy mięśnie przepony do nadmiernego wysiłku. Tym samym zużywamy więcej energii, żeby w efekcie pobrać znacznie mniejszą ilość tlenu. Bierzemy wdech, żeby dostarczyć ciału energii, jednoczesnie pozbywając się jej już podczas wdechu. Wydychamy dwutlenek węgla i wdychamy dwutlenek węgla z niewielką ilością tlenu zamiast świeżego powietrza. Wydychamy toksyny i wdychamy je ponownie. Ból głowy, zmęczenie, osłabienie, problemy z koncentracją, równowagą, senność, niskie samopoczucie, obniżanie odporności.

Minister zdrowia w wywiadzie dla stacji radiowej potwierdza, że noszenie maseczek nie chroni przed zakażeniem. Specjaliści od medycyny nie zalecają stosowania masek na świeżym powietrzu. Po co nam te maski?

Siwy Pan

Stary, siwy Pan stracił brata w katastrofie lotniczej. W ciszy i w skupieniu, w towarzystwie oddanych mu ludzi, obchodzi kolejną rocznicę śmierci bliskiego. Jakże to może być bolesne – on sam tylko wie. Możemy mu współczuć, wyobrażać to sobie, ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć ogromu jego strat i poczuć do głębi tego, co w nim tkwi do dziś. On nie nosi maseczki, ponieważ najprawdopodobniej wie jak szkodliwe dla zdrowia jest chodzenie w niej po świeżym powietrzu.

– Dlaczego to dziecko nie ma maski?!
– Przestań straszyć moje dziecko! Spójrz na siebie jak nosisz maskę na brodzie! – odpowiada sąsiad siwemu panu na ulicy.

Piiii…slam

Kobiety zmuszone do opieki nad dziećmi w chwilach wytchnienia szyją piękne maski, które zdecydowanie lepiej prezentują się na zdjęciach. Kolorowe kreacje masek chociaż w myślach oddalają nas od szpitali.

Wdech. Wydech.

W pracy trzeba nosić maski. Ola narzeka na bóle głowy – mówi, że jest jej słabo. Iwona, że ma już tego dość, ale nie może jej ściągnąć. Szef zagroził, że ją zwolni. Sąsiadka pracująca w sklepie spożywczym ma wybroczyny na twarzy od noszenia ciasnej maski w pracy. Każdy w masce na dworze jak przykładny obywatel. Z maską w obawie przed wirusem, czy z maską w strachu przed mandatem, czy z maską w strachu przed sąsiadem? Nieważne zdrowie. Nieważne wytyczne WHO. Nieważne opinie specjalistów od zdrowia, wirusologów, epidemiologów i lekarzy. Nieważne, że za płotem nikt nie nosi masek na świeżym powietrzu. Nieważne, że zachowuje odległość. Nieważne, że brak tlenu. Nieważne, że boli głowa…

Eins, zwei, drei, vier… Kolejna lekcja z niemieckiego za mną. Jeszcze nigdy dotąd nie miałem tak dużej motywacji.

Pociąg do nieba

Ludzie i policja w maskach w samochodach…

Wdech. Wydech.

Biegamy i jeździmy na rowerach w maskach. Wszechobecna dezynfekcja i deratyzacja. Wirusy i bakterie zbliżają się do nas nieuchronnie. Są ukryte w każdej cząstce powietrza, przebiegłe do tego stopnia, że nas tropią i gonią. Wdychamy wydychane przez siebie bakterie. Media podają kolejne liczby zarażonych. Jednak nikt w najbliższym otoczeniu nie choruje. Jeszcze nie choruje. Choć boli głowa i słabo… W rozmowach telefonicznych utrwalamy w sobie strach. Skrupulatnie wykonujemy każde polecenie Siwego Pana. Choroba zbliża się do nas wielkimi krokami. Ale są tacy, którzy już spieszą nam z pomocą. 

Wdech. Wydech…

– Obywatelki! Obywatele! Wytrzymajcie jeszcze chwilę, z maska na twarzy. Z dłonią Siwego Pana na Waszych ustach. Mamy już wystarczającą ilość igieł i strzykawek. Pracujemy nad lekarstwem. Tymczasem zwiążcie sobie ręce. Jutro przyjedzie pociąg, który zabierze Was na wymarzone wakacje pod prysznic do nieba…

Nowy Świat

Skoro nie ma już w nas woli logicznego myślenia. Skoro nie ma w nas odwagi. Otwórzmy nasze serca i przekażmy sobie znak pokoju. Przekażmy pokój wszystkim ludziom bez wyjątku. Przekażmy pokój zwłaszcza tym, którym najtrudniej nam go przekazać, na widok których budzą się w nas uczucia niemile widziane: żal, smutek, wściekłość i strach. Bo wszystko zaczyna się w nas i emanuje na zewnątrz, a nie odwrotnie. Ja jestem Tobą. Ty jesteś mną. Nie ma między nami różnic. Wszyscy jesteśmy połączeni. W imię miłości i wolności, pokoju i radości, wszędzie i na ziemi.